Archive for Lipiec, 2013

Dwa słowa o opozycji

Polityczna terminologia nie zawsze jest jasna dla przeciętnego obywatela, dlatego trudno mu też zrozumieć współczesną politykę. Prasa naszpikowana jest różnego typu artykułami, w których pojawiają się nazwiska, nazwy partii, ugrupowań i koalicji, w rzeczywistości dla wielu członków społeczeństwa nic nieznaczące. Pośród tych wszystkich pojęć pojawia się także opozycja. W sensie ogólnym jest to termin nic nie znaczący, nie odnoszący się do żadnej konkretnej partii, sposobu myślenia, kierunku politycznego, ale oznacza grupę poglądów i osób myślących w sposób przeciwny do polityki rządu. Jeśli rząd jest konserwatywny, to opozycja będzie zapewne liberalna i odwrotnie. Jej rola jest znacząca, a bez opozycji można z powodzeniem mówić o rządach pseudo autokratycznych, monopartyjnych, jak w przypadku pożegnanego przez społeczeństwo powojennego ustroju. Opozycja z jednej strony zapewnia równowagę polityczną i sprawia, że wszyscy obywatele mają szanse na korzyści z polityki, a z drugiej strony stanowi swoisty hamulec, który nie pozwala opcjom rządzącym wykraczać poza dozwolone granice umowne. W takim ujęciu istnienie opozycji jest konieczne zarówno w celu zachowania swoistej równowagi oraz pewien rodzaj hamulca, który nie pozwala przekształcić państwa w jednokierunkowe, tylko konserwatywne lub tylko liberalne.

Donald Tusk – jak go widzą?

Postać Donalda Tuska przewija się na łamach polskiej polityki już od wielu lat. Zanim jeszcze nastały czasy braci Kaczyńskich ten specyficzny polityk zabłysnął w kuluarach i zachwycił znaczne rzesze Polaków. Przede wszystkim na tle pozostałych osób u steru władzy wyróżniał się wyjątkową elokwencją, dużym poziomem wiedzy i inteligencją, stanowiąc rodzaj symbolu wielkiego świata. W pierwszych latach otwierania się kraju na zachód Donald Tusk stanowił powiew zachodniego kapitału i specyficzny symbol wielkiej kapitalistycznej gospodarki. Przez lata społeczeństwo polskie zachwycało się panem Tuskiem i nawet próbowało wybrać go na prezydenta. Brak sukcesu zapewne dobrze wróżył krajowej gospodarce, bowiem Aleksander Kwaśniewski, który go zastąpił na prezydenckim stanowisku na arenie międzynarodowej polityki i w kwestii polskiej gospodarki położył ogromne zasługi, wydobywając kraj z ciemności egipskich na światło współczesnego rozwiniętego gospodarczo świata. Po latach pan Donald Tusk postanowił spróbować jeszcze raz zachwycić Polaków, jednak o dziwo zamiast zachwytu dziś budzi tyle krytyki, co mało który reprezentant polskiego rządu. Zastanawia fakt, czy to polityk zmienił się tak diametralnie, czy tez naród jest taki kapryśny, a może tylko prasa stronniczo przedstawia polskiego polityka wyszukując wszystkie jego niedociągnięcia?

Polski prezydent – polityk czy figurant?

Urząd prezydenta w Polsce istniał w okresie przedwojennym i istnieje obecnie z pominięciem okresu socjalistycznego, kiedy na czele rządu osadzano przedstawiciela jedynej słusznej partii PZPR – I sekretarza. Warto się zastanowić, jaką rolę w polskim rządzie pełni osoba prezydenta. Ostatnie dziesięciolecia pokazują, że może to być rola zmienna i bardzo zróżnicowana. Począwszy od przełomowej postaci Lecha Wałęsy, który nie tylko zainicjował diametralne zmiany ustrojowe w kraju, to jeszcze stał się swoistym symbolem na polu światowej polityki i chociaż jego postać zawsze budziła kontrowersje, to z pewności w podręcznikach historii jego nazwisko zostanie na długo. Dla Polaków Wałęsa miał o tyle symboliczne znaczenie, że pochodził z ludu, czyli był jednym z przeciętnych członków polskiego społeczeństwa, na wzór amerykański pokazującym, że każdy może osiągnąć to, co chce, jeśli tylko się postara. Jako reprezentant kraju był jednak człowiekiem zbyt prostym i mało elokwentnym, czego nie zmieniły nawet lata praktyki. Jego przeciwieństwem był elokwentny i wykształcony Aleksander Kwaśniewski, który dawał się zapamiętać dzięki swoistej charyzmie. Niestety to, co zostało wypracowane przez tych dwóch zdecydowanie kontrastujących ze sobą ludzi dziś może zostać zaprzepaszczone dzięki kolejnym politykom.

Zmiany w polskiej polityce

Ostatnie lata obfitują w ciągłe zmiany na szczeblach władzy i nie chodzi tu już o wymianę jednego przywódcy na innego, ale o fakt, że każde kolejne wybory owocują diametralną zmianą polityki kręgów rządzących i pojawiania się u steru innej opcji politycznej. Z czego to wynika? Zapewne z prostego i nieco meczącego nawyku Polaków, że jak coś nie wychodzi do końca po myśli narodu, to trzeba to zmienić na front przeciwny. W przeszłości takich zmian było wiele. Pozbywając się jednego systemu i żegnając jednego prezydenta osadzano na stołu innego z przeciwnej frakcji, a rząd obalał tezy poprzedników, krytykował i wymazywał ich z pamięci zmieniając nazwy ulic i placów oraz niszcząc cały dorobek poprzedników. Dziś pod pręgierzem staje cały ustrój socjalistyczny i wszyscy, którzy w tym czasie działali, a jednak miały tamte realia również wiele zalet, które z nostalgią wspominają dziś ludzie starsi. Niestety polscy politycy są przedstawicielami polskiego narodu i mają tę samą mentalność, co całe społeczeństwo. Nie potrafią przyjąć do wiadomości, że to, co minęło jest kawałkiem narodowej historii i zamiast krytykować, oczerniać i wymazywać z pamięci, trzeba z tego wyciągać wnioski. Nawet socjalistyczne obyczaje pozostawiły za sobą coś dobrego, jak chociażby możliwość korzystania z tanich przedszkoli, powszechny dostęp do pracy i wczasy w ośrodkach zakładowych.

Debata na temat euro

Polska jest już w Unii Europejskiej od dłuższego czasu i całkiem nieźle sobie radzi zarówno na forum politycznym, jak i gospodarczym, wciąż jednak nie zjednoczyła się do końca z krajami rozwiniętymi z powodu braku wprowadzenia euro. Wymiana pieniądza nie jest oczywiście prosta i naród ma już za sobą takie doświadczenia, kiedy zmieniano walutę po wielkiej inflacji zastępując stare złote nowymi złotymi, a jednak wciąż obawia się zrobić ten krok do przodu. Rząd planuje referendum na temat tego, czy Polacy chcą euro czy nie i jak zwykle będzie wiele głosów za i przeciw, jednak skoro już kraj wtapia się w europejską politykę i system gospodarczy, to dlaczego nie całkowicie? Trudno przekonać niedowiarków, że będzie łatwiej i lepiej nawet podczas zwyczajnych wyjazdów turystycznych nie mówiąc już o transakcjach biznesowych i rozliczeniach między państwami, zawsze ktoś może przytoczyć argument, że przecież znowu Polska odzierana jest z elementu jej tożsamości. Na postęp nie ma rady, a pieniądz to tylko pieniądz. Kwestie polskości lepiej odnosić do postaw polityków, którzy reprezentują kraj poza granicami, natomiast, jeśli Polacy chcą stanowić integralną całość z zachodem, co jest z pewnością dużym krokiem w nowoczesność i dążenie do jednoczenia się świata, wprowadzenie jednolitej jednostki monetarnej bywa niezbędne.

Miliony euro kary za dziecko

Chińska polityka jednego dziecka to ustawa, która budzi wiele kontrowersji, ograniczając prawo do wolności obywateli. Kraj komunistyczny, jakim są Chiny różni się znacznie od tych społeczeństw, jakie znane są z centralnej Europy, dlatego wielu osobom może się to wydawać namiastką niewolnictwa. Z drugiej strony kraj jest jednym z najludniejszych na świecie, a panująca w nim bieda nie skłania do ciągłego powiększania liczby ludności. Gdyby jeszcze Chińczycy byli uświadomieni, ale w większości prymitywnych wiejskich środowisk rodziny wielodzietne były standardem, ponieważ rodzice widzieli w dzieciach szanse na przyszły zarobek, sprzedając je lub wynajmując do pracy, dlatego konieczne było zahamowanie radykalne rozrostu populacji poprzez wysokie kary pieniężne. Polityka dopuszcza posiadanie jednego dziecka w miastach i dwojga na wsi. Okazuje się jednak, że wiele osób ma sobie prawo za nic. Dotyczy to między innymi jednego z najbardziej znanych chińskich reżyserów, który ma za sobą kilka związków, a z niektórymi kobietami ma po troje dzieci. Bogatych prawo też nie omija, dlatego reżyserowi grozi kara w wysokości 19 milionów euro za złamanie prawa jednego dziecka. Kara jest tak wysoka z uwagi na kolosalne zarobki artysty, bowiem prawo przewiduje wymierzanie grzywny proporcjonalnej do dochodów.

Wolność słowa przed sądem

Na polskim forum politycznym toczy się dyskusja związana z konfliktem, jaki zaistniał pomiędzy jednym z ministrów, a znanym polskim tygodnikiem o charakterze politycznym. Konflikt rozpoczęła zamieszczana w tygodniku krytyka polskiego rządu, wyrażona zgodnie z zasadami wolnego słowa, jakie obowiązują w kraju. Niestety niektórym przedstawicielom ze świata ministerialnego krytyka nie przypadła do gustu i sprawa znajdzie swój finał przed sądem. Trudno powiedzieć, co zdecydowało o takim rozwiązaniu sprawy, gdyż akurat ten tygodnik nie jest znany z wulgarnego i mało cenzurowanego oceniania świata rządzącego, dlatego rodzi się pytanie, czy minister nie wytrzymał paru słów prawdy, czy też w sytuacji, kiedy wszyscy na wszystkich wyciągają różne brudy najlepszym rozwiązaniem jest prewencyjne zadziałanie na wszelki wypadek. Sprawa sądowa może, choć nie musi skończyć się dla tygodnika bankructwem, a to byłoby już dostateczną przestrogą dla wszystkich innych pism, które zechcą wyrażać głośno swoje opinie o członkach rządu. Podejmowanie decyzji o pozywaniu czasopism za negatywna ocenę polityka to kwestia indywidualna. Prasa jest polityczną codziennością, a to, czy ktoś poczuje się obrażony Czu tez uzna artykuł za konstruktywną krytykę jest uzależnione od jego prywatnych odczuć i mniej czy bardziej ugodowego charakteru.

Związki partnerskie pod lupą

Ustawy, jakie poddawane są dyskusji na forum politycznych obejmują rozwiązanie różnych problemów, regulowanie ich przepisami, które mają za zadanie ułatwienie dochodzenia ewentualnych praw. Jednym z takich tematów do dyskusji, który obecnie znajduje się na forum jest porozumienie w sprawie związków partnerskich. Dyskusję prowadzą między sobą przedstawiciele frakcji liberalnej i konserwatywnej, a tak przeciwstawni sobie oponenci z pewnością mają wiele problemów z porozumieniem. Powstająca ustawa ma na celu określenie prawne związku partnerskiego, który nie jest jednocześnie małżeństwem, jednym słowem chodzi tu o prawne uznanie czegoś, co dawniej nazywano życiem na kocią łapę. Współczesny, stosunkowo już nowoczesny i świadomy naród dorósł zapewne do tego, aby nie wieszać na przydrożnych krzyżach osób żyjących bez ślubu, jeśli tego chcą, albo, jeśli nie pozwalają na ten ślub okoliczności. Do szczęśliwego życia i posiadania partnera ma prawo każdy, dlatego ważne jest wskazanie za pomocą przepisów, że takie związki to nic zdrożnego i przeciwnego normom społecznym. Inną kwestią są związki partnerskie osób tej samej płci. W katolickim kraju, w którym moralność często bywa bardziej zaznaczana niż jest to potrzebne, albo uzasadnione tolerancja związków jednej płci może się spotkać z poważnym sprzeciwem.

Walka z nierównością w toku

Czy można sobie wyobrazić w XXI wieku, który jest synonimem nowoczesności i czasów zaiste futurystycznych dyskryminację kobiet? Mentalność społeczeństw nigdy chyba nie ulegnie zmianie i zawsze będą wśród nich grupy wywyższające się i traktujące innych w sposób dyskryminujący i poniżający. Ewidentnym dowodem na to jest powołanie w Polsce stanowiska pełnomocnika rządu ds. równego traktowania oraz prowadzenie w tym kierunku kampanii. Pani Agnieszka Kozłowska-Rajewicz ma za zadanie opracowywanie i wdrażanie programów dotyczących przeciwdziałaniu dyskryminacji z uwagi na religię, wiek, płeć, czy orientację seksualną. Obecnie na forum toczy się dyskusja nad najnowszym dokumentem, jakim jest Krajowy Program Działań na Rzecz Równego Traktowania. Powstał on w odpowiedni na badania, które wykazują, że zależnie od kategorii od 10-12% Polaków uważa się za dyskryminowanych. Chociaż spada odsetek odsuwanych na drugi plan kobiet, to pojawiła się nowa kategoria, jaką jest dyskryminacja z powodu ubóstwa. Brak środków do życia to dziś problem znacznej części społeczeństwa, wynikający ze zmian gospodarczych i pojawianiu się wielkich przedsiębiorstw o podłożu kapitalistycznym, dlatego odsuwanie na bok kogoś tylko z powodu niższego statusu finansowego staje się coraz większym polskim problemem. Większa swoboda wypowiedzi wyzwala też nietolerancję wobec odmienności seksualnej.

Mały krok w kierunku pojednania religii

Nie ma zapewne drugiego czynnika, który by tak potrafił poróżnić jednostki, plemiona czy całe narody, jak religia. Na świecie jest zaledwie kilka dominujących religii, liczących się w ogólnym rozrachunku, a setki pozostałych to jedynie niewielkie poletka ukryte gdzieś głęboko w dziczy. O konflikcie pomiędzy Muzułmanami i Żydami słyszał już zapewne cały świat, bowiem wojny religijne pomiędzy nimi o ziemię świętą toczą się od tysiącleci. Pomimo często skrajnej nienawiści pojawiają się też światełka w tunelu, do których można zaliczyć majowe spotkanie polskich Żydów z muzułmańskimi Imamami, czyli wykładowcami religijnych szkół w kilku krajach muzułmańskich oraz USA. Celem przyjazdu 18 muzułmańskich nauczycieli jest poznawanie żydowskiej historii od podszewki, bezpośrednio u źródeł, w tym również w obozie zagłady Auschwitz. Pozytywnym zjawiskiem jest już sam fakt wyrażenia chęci takiego spotkania, wskazujący na potrzebę poznania i zweryfikowania wiedzy o narodzie żydowskim przez jego największych przeciwników. Z drugiej strony trudno oczekiwać, ze w dobie narastającej nienawiści i dominacji Muzułmanów jedno niewielkie spotkanie może dokonać jakichkolwiek zmian. Wydaje się, że w sytuacji, kiedy cały świat dąży do pokojowego zjednoczenia islamiści cofają się w przeciwnym kierunku, chcą zdominować panowanie nad społeczeństwami.